Zdarzyło mi się przytyć, całkiem sporo. (Nie)teść pyta co jakiś czas, czy nie jestem w dwupaku, a ja doceniając jego bezpośredniość i szczerość, nawet się nie obrażam. Jestem taka sama i też potrafię zadać takie bezpośrednie pytanie, nie zastanawiając się nad tym, że zwyczajnie mogę kogoś urazić. Zdarzyło się i co więcej, nawet nie poczułam się zażenowana, że zapytałam czy nadprogramowe kilogramy to kwestia ciąży, czy przytycia, za co (nie)mąż mnie złajał.

Troszkę się zapasłam, nie na tyle, że wyglądam na słonia w składzie porcelany, ale rozmiar większy już jest. Nigdy nie byłam typem sportowca, jak sport to jedynie w łóżku, a najbliżsi uznają mnie za leniwca kanapowca. Moja waga poszybowała w górę, odkąd kupiliśmy samochód. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego?

Ale do meritum. Pewnego dnia stanęłam przed lustrem przyglądając się sobie, czy pasuje mi moja figura, czy jednak chcę coś z tym zrobić. Postanowiłam ćwiczyć. I te ćwiczenia miały być regularne. Z zapałem się wzięłam do treningu, a po rozgrzewce nie miałam już siły. Mimo wszystko udało mi się dotrzeć do końca ćwiczeń i wielce dumna oznajmiłam wszystkim, że od dzisiaj to mój nowy nawyk. Pokusiłam się nawet o stwierdzenie, że od dzisiaj to jem kolację najpóźniej o 18 , a jedzenie słodyczy wieczorem jest wręcz nie do pomyślenia.

Moje nowe podejście do żywienia i nawyku ćwiczeń trwał dwa dni. Trzeciego zaczęłam zastanawiać się, jakby tu zrobić, ale się nie narobić. Pomyślałam sobie, że najlepiej to będzie na leżąco. ‘Chociaż sobie poleżę’ – pomyślałam. To nie było przemyślane, bo zapomniałam, że na leżąco też mogą pracować mięśnie, a ponadto pies i Młodsza zaczęli po mnie skakać. Czemu to tak pięknie i łatwo wygląda, jak panie ćwiczą na filmikach instruktażowych? Mi coś nie pykło.

Chipsów też nie jadłam przez dwa wieczory. Słodkie? Nigdy w życiu. Co się nagadałam (nie)mężowi, że się pasie w godzinach wieczornych, to moje. Trzeciego dnia jadłam już przekąski, zapominając o moim postanowieniu odchudzania się, a ćwiczenia? Cały czas ćwiczę. Gałkami ocznymi. I może trochę palcami u rąk, jak właśnie to piszę 😉

Czy jestem rozczarowana sobą? A skądże. Stare nawyki ciężko zmienić, a z leniucha nie zrobi się mistrzyni olimpijskiej. Jedynie co, to musiałam znieść śmiech (nie)męża, że naprawdę nie widział bardziej stanowczej kobiety, zmieniającej swoje nawyki. Wciąż patrzę w lustro. I cały czas ćwiczę. Jak nie oczami to w wyobraźni.

Jak myślicie, kiedy schudnę? 😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *