Miałam zaszczyt zostać dwukrotnie mamą cudownych dziewczynek, które są dla mnie wszystkim. Fenomenem drugiej ciąży było pocieszanie się, że nie będzie tak źle, a cała akcja porodowa będzie krótsza. A guzik prawda.

Mój pierwszy poród był wywoływany, a i potrafiłam czytać książkę między  skurczami, dopóki mi jej nie zabrano. Specjalnie nie zasięgałam informacji, jak się odbywa i ta zaskakująca nowość, ból i niewiadoma zajmowały mi czas i myśli. Rodziłam 3:45h licząc od pierwszych skurczy do urodzenia pierworodnej, wcale nie takiej drobnej. Super szybko, byłam wdzięczna, że długo się nie męczyłam i mogłam cieszyć się dzidziusiem.

Zachodząc w drugą ciążę, mówiono mi, że poród będzie trwał prawdopodobnie krócej niż pierwszy i nie powiem, bardzo mnie to cieszyło. Gdy nadszedł czas, byłam dość zrelaksowana, miałam poczucie humoru i ogólnie pozytywne podejście. Tylko… pozbawiono mnie kroplówki przyspieszającej. Powoli moja euforia zamieniała się w łzy i ból.

Jestem osobą, która boi się igieł bardziej niż bólu, tak samo jest z utratą świadomości, czy to całkowitej, czy częściowej, więc odmówiłam znieczulenia jak i gazu. Pocieszałam się,  że 3:45h jest jeszcze do zniesienia. O święta naiwności!

Obserwując zegar, a było to w godzinach nocnych, czas wlókł się niemiłosiernie. W głowie miałam te trzy godziny z hakiem i cieszyłam się, że wreszcie się zbliżają. Czas minął, a ja zastanawiałam się, dlaczego nie jestem książkową matką i kto mi wbił do głowy, że będzie łatwiej i szybciej. Wróć. Zwyczajnie kłamię.  Klnęłam pod nosem. Przeklinałam (nie)męża, chociaż to ja chciałam dziecko. Wyobrażałam sobie, że od dzisiaj nie będzie seksu, a ja założę sobie pas cnoty bez możliwości otwarcia.

Szczerze podziwiam kobiety rodzące po 18h i więcej. To fantastyczne, jak dają radę w ekstremalnych warunkach, bo właśnie tak bym nazwała poród. Czymś trudnym. Wyzwaniem dla kobiety, chociaż decydują się na dzieci przez tysiące lat wciąż i na nowo. Drugą córkę rodziłam 5:20h, a na koniec usłyszałam, jak tylko się pojawiła na świecie ‘cały ojciec’ od pielęgniarek, które go znały. No za co? Za mój ból i łzy?

Spojrzałam na nią i może nie zapomniałam o trudach porodu, ale było mi lżej na duszy, trzymając ją w ramionach. Każda kobieta wie, że warto podjąć taki wysiłek, chociaż miałaby być podobna kropka w kropkę do ojca. Do człowieka, którego kochasz całym sercem i zaufałaś na tyle, by stworzyć z nim życie.

Mój (drugi) trud skończył dzisiaj dwa lata. Jest ciekawską, towarzyską dziewczynką, chociaż nie lubi być brana na ręce, oprócz naszych, rodzicielskich. Jest blondynką, ma niebieskie oczy i jest podobna… do mnie. Tak powiadają. Najważniejsze jednak, żeby była podobna do siebie, a jej życie było ciekawe, wesołe i dobre.

Dziękuję Ci córko za te spędzone 2 lata ze mną. Dziękuję Ci za wspaniały uśmiech, tulasy i niezachwianą miłość, którą nas obdarzasz. Za Twoją niezłomność i twardy, złośliwy charakterek. Zgadnijcie, po kim go ma?

A Wy jak wspominacie swoje porody?

4 thoughts on “Poród. Oczekiwania kontra rzeczywistość.

  1. Ja pierwsze dziecko rodziłam 9 godzin. Poród zakończony próżnociągiem przy którym pękłam po sam tyłek pomimo nacięcia. Efekt? Ja nie mogłam siadać przez 5 tyg (w międzyczasie rozeszły się szwy, przez co proces gojenia trwał dłużej). Dziecko złamany obojczyk i krwiak pod ciemiączkiem. Z drugim dzieckiem nie chciałam podejmować tego trudu. Syn urodził się przez CC.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *