Nasze wychowanie generuje większość naszych zachowań. Jest jeszcze coś, co nimi kieruje. Charakter. Jak mnie znacie, to wiecie, że nie mówię z nadzieją, że kropi i zaraz wyjdzie słońce, jak jest ulewa i zaraz wszyscy się utopią. Jak mnie nie znacie to zaraz się dowiecie.

Charakter to ja mam okropny. Bywam do bólu szczera, chociaż możecie nazwać to chamstwem. Jak nie powiem, co mi nie pasuje, to się udławię tą myślą i będzie mi chodzić po głowie, dopóki nie wyrzucę z siebie czegoś, co jest nie tak, nie do osoby pośredniej, tylko do osoby zainteresowanej. Nie zdarza mi się ukrywać negatywnych komentarzy, jak i tych pozytywnych, bo te również się pojawiają.

Poznając nową osobę, jak każdy badam grunt, ale długo to nie trwa. Już po chwili wiem, czy nadaję na tych samych falach, czy nie będę zaprzątać sobie głowy kontynowaniem znajomości. W większości przypadków moja bezpośredniość jest odbierana pozytywnie, a żarty i dystans do samej siebie zyskuje. Lubimy wraz z (nie)mężem opowiadać żartobliwe anegdotki dotyczące naszego życia i śmiać się z samych siebie.

Jak coś mi nie leży, to nie udaje, że jest inaczej. Możesz być pewien, że bardzo szybko powiem, co jest moim zdaniem nie tak, jak powinno i dam nam szansę na rozwiązanie problemu. Jeżeli widzę, że jednak nic się nie zmienia, a komuś nie zależy na wypracowaniu czegoś w rodzaju kompromisu odpuszczam. Po co zawracać sobie głowę czymś, na co nie mam wpływu?

Potrafię być stanowcza, wredna i wulgarna. Niejednokrotnie używam wielobarwnych epitetów i naszych polskich, pięknych przekleństw, żeby wyrazić swoje emocje. Jak mnie coś wnerwi, to nie powiem ‘kuźwa’, bo nie odda to mojego stanu ducha i nie odzwierciedli tego, co czuje. Nie ograniczam się i nie widzę powodu, żeby to zmienić.

Jak mówię ‘nie’, to nie dlatego, że Cię nie lubię, ale dlatego, że myślę ‘nie’ i czegoś nie chcę, albo nie mam ochoty. Nie bawię się w niuanse i nie upiększam tego, co myślę i mam do powiedzenia. Życie byłoby dużo piękniejsze i prostsze, gdybyśmy nie musieli się domyślać intencji drugiej osoby, ani zastanawiać się nad tym, czy ktoś właśnie powiedział nam zakamuflowane spierdalaj z uśmiechem na ustach.

Od innych oczekuje podobnych zachowań. Nie lubię się domyślać, czy komuś coś nie pasuje i szkoda mi na to czasu. Nie lubię tracić czasu na znajomości, które mi nie pasują i wyraźnie potrafię dać do zrozumienia, że nie zostaniemy przyjaciółmi.

Mimo pozytywnego odbioru ludzi, których spotykam, jedynie mały ich odsetek lubi taką bezpośredniość na co dzień. Nie potrzebuję, żeby każdy mnie lubił, a wchodząc do pomieszczenia pełnych ludzi nie zastanawiam się, czy mnie lubią, tylko czy ja lubię ich.

Jeśli jesteś w stanie znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, będziesz usatysfakcjonowany mogąc poznać mnie, kiedy jestem najlepsza.

A Wy jaki macie stosunek do relacji międzyludzkich? Jesteście bezpośredni, czy może nieśmiali i uważacie na słowa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *