Nie wiem jak u Was to wygląda, ale już w pierwszym zdaniu wielbię matki pracujące, które radzą sobie z dziećmi będącymi w domu na tzw. zdalnych lekcjach. A mających w dodatku małe dzieci totalnie całuję po stopach.

Muszę zaznaczyć, że córka dostaje na dzienniczek ucznia zadania i … to wszystko. Jedynymi zdalnymi lekcjami, które córka ma to religia i angielski. Reszta? RADŹ SOBIE SAMA. A RADŹ SOBIE SAMA w wykonaniu mojej córki brzmi ‘nie rozumiem, mamo pomóż’.

Kto wytłumaczy dziecku temat? Ja. Kto wytłumaczy jej zadanie, podpowie jak zrobić, wyciąga odpowiedzi? Ja. Kto podsumowuje jej wiedzę, o czym się dzisiaj nauczyła? Ja. Ja się grzecznie pytam, czy ja jestem nauczycielką?

Gdybym nią chciała zostać, bym kontynuowała studia pedagogiczne na kierunku wczesnoszkolnym, ale nie miałam takich aspiracji. Nie chciałam zostać nauczycielką, tym bardziej swojego dziecka. Szanuję zawód nauczyciela, ale nie mam do tego predyspozycji, chociażby zawodowych.

Drogi nauczycielu! Ja wiem, że masz mnóstwo na głowie, ale znajdź czas na naukę zdalną dla mojego dziecka. Ona Ciebie posłucha, mnie niekoniecznie, bo jestem jej matką. Czuje się na tyle ze mną bezpiecznie, że mi odmawia, bądź pyskuje. Przypominam, że to Ty z jakiegoś powodu stoisz za biurkiem.

Proszę, nie pisz samych poleceń, bo to nie jest nauka. To jest przerzucanie swojej pracy na rodziców, którzy niejednokrotnie mają już swoją własną a Twoja jest drugim etatem. My, rodzice możemy dokształcać swoje dzieci w czasie wolnym, po szkole, ale tłumaczenie im lekcji z Twojej rozpiski to wykonanie za Ciebie Twojej pracy. Mi za to nie płacą, Tobie owszem.

Chwała Bogu, gdy dziecko jest w miarę samodzielne i RADZI sobie samo. Moje dziecko potrzebuje pomocy, a ja, będąc w domu z 2letnim dzieckiem, muszę UCZYĆ starszą czegoś nowego – nerwica gwarantowana.

Pierwsza się drze i płacze, druga nie może się skupić przez tą pierwszą.

Przestałam czuć spokój  wewnętrzny, bo w moim domu zapanował chaos. Nawet przy przeorganizowaniu całego planu dnia moja młodsza córka nie usiedzi spokojnie kilku godzin z nami przy stole, ani nie zrozumie, że książki starszej nie są dla niej.

Moja starsza córka nie ma problemu z przyswajaniem informacji, te informacje jednak trzeba jej przekazać. Czy aby na pewno do tego nadaję się ja? Czy do tego nadają się rodzice, którzy przyszli z pracy, bądź tłumaczą dziecku z drugim wrzeszczuchem na rękach? Czy tak ma wyglądać szkoła?

3 thoughts on “Nauczanie zdalne.

  1. Hej ,u mnie zdalne w marcu tak wyglądało dla młodszego syna ,rozpiska od 3-5 stron w ćwiczeniach siedź i rób z dzieckiem między czasie drukuj dodatkowo. Teraz starsza ma lekcje online na kamerce od 3 do 5 dziennie gdzie jakoś to idzie i mniej żądają(pomijając fakt,że po co religia i wf) syn natomiast też ma lekcje online angielski polski matmę wf . no ale co z tego? Lekcja 30 minut do domu zadane od groma. I w sumie wygląda to tak że kończą lekcje około 12-13 a odrobienie zadań od 15-19 a przy tym wszystkim nikt już nie myśli. Ja osobiście jestem już wykończona takim tempem zrób w domu swoje obowiązki ogarnij z młodszym kamerkę dzień mi leci nie wiem kiedy. O 20 godzinie to ja padam na pysk wykończona nawet wczoraj się mnie dzieci pytały „mamo co tak nie wyraźnie wyglądasz”.

    1. Misia u nas jak mają on-line to nie mają zadane do domu, ale mowa tu o 3klasie. Dwoje lub więcej dzieci do ogarnięcia to już poziom hard. Szacun! Kłaniam się w pas.

      1. U nas online przerabiają materiał ale do domu kaligrafia ćwiczenia zeszyt podręcznik polski i matma. Tak jest u syna klasa pierwsza . U córki klasa 6 i też online lekcja do domu zadane a już nie wspomnę o klasówkach sprawdzianach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *