Pamiętasz, jak się zakochałaś? Chciałabym, żebyś na chwilę wróciła do swoich emocji jak się wtedy czułaś. Pewnie byłaś szczęśliwa, a uśmiech nie chciał zejść z twarzy. Czasami już sama łajałaś się za ten głupkowaty wyraz twarzy, starałaś się być poważna, ale każda wiadomość od ukochanego ponownie rozanielała Twoje oblicze. Ten blask w oczach wszystkim mówił, że w Twoim życiu coś się dzieje i to niekoniecznie wygrana w lotka. Lepiej! To było zakochanie! I to z wzajemnością, bo do dzisiaj jesteś w związku z mężczyzną, który był powodem Twojego uśmiechu,  szczęścia, marzeń; bądź też uczucie nie przetrwało próby czasu, a Wasze charaktery były tak różne, że jedynym rozwiązaniem bylo rozstanie.  Chciałabym jednak skupić się na tych trwających. Wasze niekończące rozmowy trwały do rana, a każdy dotyk budził pożądanie. Etap randek, motyle w brzuchu, nawet piosenki, które kojarzą Ci się z ukochaną osobą jest cudowny; wiecznie błądzące ręce po ciele drugiej osoby i rozłąka na jakiś czas, by tylko wytrwać do chwili, gdy można ponownie spojrzeć mu w oczy – która z nas tego nie pamięta? Wspomnienia każdego drobnego słowa, każdego miłego gestu po tysiąckroć, który dawał powera na kolejny dzień w iluzji zwanej zakochaniem. Wady? Jakie wady? On jest doskonały sam w sobie. Przystojny. Szarmancki. Mądry. Jak to możliwe, że ktoś taki zwrócił na Ciebie uwagę? Zakochanie jest pięknym uczuciem, które pielęgnujemy jak najdłużej, a co dalej? Czy jest na tyle silne, żeby przetrwało i zamieniło się w coś trwałego? Czy to tylko iluzja na chwilę?

Pewnego dnia budzisz się ze świadomością, że problemy dnia codziennego jednak nie zniknęły, a Wam pozostała praca nad sobą albo… rozstanie. Już ta wiadomość od ukochanego nie jest tak wyczekiwana, bo momentami drażni. Świat już przestał być w kolorach tęczy,  a przesłoniła je codzienna, szarobura rzeczywistość. On nie jest tak idealny jak był na początku. Nie był nigdy idealny, ale nie chciałaś widzieć jego wad. Macie dwa różne spojrzenia na świat, które się diametralnie różnią i jedną  rzeczywistość, którą trzeba przystosować pod życie razem. Pary, które są do siebie podobne, mają podobne zdania i zainteresowania zdarzają się niezwykle rzadko. Po mojej obserwacji znajomych i obcych ludzi wynika, że częściej występują Yin i Yang – dwie przeciwstawne siły, które wzajemnie się uzupełniają. Co jest zatem potrzebne, żeby stworzyć trwały związek? Tona cierpliwości, szczypta namiętności, dwie krople tajemniczości, kilogram zaufania, trzy szczypty serdeczności, wymieszać z wyrozumiałością, empatią, przyjaźnią i miłością.

Związek oparty wyłącznie na namiętności i wzajemnym przyciąganiu gaśnie, prędzej czy później skazany jest na porażkę. Problem zaczyna się wtedy, gdy zakochanie pomyli się z miłością,  lub miłość płynie tylko z jednej strony, a w międzyczasie zdążymy założyć rodzinę. Często przy takim założeniu tkwimy w relacji latami powtarzając sobie codziennie, że jutro będzie lepiej, a druga osoba mentalnie dorośnie, doceni nasze starania i tak samo jak my stanie się odpowiedzialna w sytuacji, którą oboje stworzyliśmy. Najgorszym rozwiązaniem w takiej rzeczywistości jest uparte tkwienie w czymś, co nie ma racji bytu. Nieważne, że stworzyliście nowe życie, macie kredyt, albo istnieje coś, co Was związało. To nie wystarczy. Jeżeli nie ma fundamentów, które wymieniłam wyżej, a jedno z Was nie potrafi wyzbyć się chociaż części egoizmu na poczet Waszego związku, nie przetrwa próby czasu. Nie będę się zagłębiać w problemy typu zdrada, problemy alkoholowe, przemoc fizyczna oraz psychiczna, chociaż i one są istotne, jednak są to problemy tak indywidualne, że moja ocena będzie zgeneralizowana, niedostosowana do konkretnego przypadku i uogólniona.

Czym jest dla mnie zdrowy związek? Partnerstwem. Dzieleniem się obowiazkami. Drobnymi gestami. Pójściem na kompromisy. Okazywaniem uczuć i wsparcia. Tworzymy coś razem i razem w tym jesteśmy na 100%. Jego problemy to moje problemy, moje radości to nasze radości. Każde z nas ma inne zalety, które wykorzystujemy na co dzień, a obowiązkami dzielimy się po połowie. Wspólnie rozwiązujemy problemy, dyskutujemy, naradzamy się. Oczywiście, że latają talerze jak jestem bliska furii. Oczywiście, że dochodzi do kłótni. (Nie)mąż bywa na mnie wściekły, a ja potrafię strzelić focha. Potrafimy się nie odzywać do siebie godzinami, po to by móc później  porozmawiać o tym co boli, przeszkadza i uwiera. Niejednokrotnie nie możemy się dogadać i mamy odmienne stanowiska, ale pracujemy, aby spotkać się w połowie drogi. Zdarza się,  że wypracowujemy kompromisy godzinami. Zdarza się ustąpić mi, jemu innym razem, a kiedy indziej ustępujemy po troszę każdy. Stawiamy na współpracę. Ale przede wszystkim żywimy do siebie SZACUNEK, którego nauczyła najpierw mojego (nie)męża, a w późniejszym czasie mnie, jego mama. Z tego miejsca chciałabym jej za tą naukę gorąco podziękować.

Zdrowy związek wymaga nieustannej pracy nie tylko nad nim samym, ale przede wszystkim nad sobą. To latami wypracowane kompromisy, dotarcie się. Związek to emocje. Okazanie sobie, że jesteśmy dla siebie ważni muśnięciem dłoni i pocałunkiem w czoło. Ale również zostawieniem dla siebie własnej przestrzeni, kawałka świata wyłącznie dostosowanego pod siebie. Zakochanie się jest cudownym uczuciem wprowadzającym w alkowy związku. Czy poważnego, to już zależy od Nas samych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *